Halloween nad Wisłą

 

Połowa października. Zbliża się Dzień Wszystkich Świętych. Świadczą o tym tuziny zniczy w sklepach oraz cmentarze pełne ludzi z wiadrami i ścierkami. Od kilku lat informuje nas o tym coś jeszcze. Wzrost sprzedaży dyni. Do Polski drzwiami i oknami wdziera się bowiem amerykańska moda na Halloween. Jedni przyjmują ją z otwartymi ramionami, u innych napotyka zdecydowany opór. Jak jest naprawdę? Jak powinniśmy na nią reagować? Histerycznie czy spokojnie? 

W Stanach Zjednoczonych Halloween jest jednym z najważniejszych i najbardziej wyczekiwanych dni w roku. Domy i posesje “przystrajane” są wyżłobionymi dyniami, trupimi czaszkami oraz postaciami zombi. Poprzebierane dzieci biegają w euforii od domu do domu, grożąc psikusem i żądając cukierków. My, jako naród posiadający liczne kompleksy, cały czas przyswajamy różnego rodzaju trendy z Zachodu.  Dlatego też w naszej  przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej balów halloweenowych i innych tego typu przedsięwzięć. W odpowiedzi co gorliwsi katolicy organizują akcje podkreślające, że Halloween to święto pogańskie. Problem ma jednak nieco inny wymiar.

Po pierwsze Halloween to w dosłownym tłumaczeniu Wigilia Wszystkich Świętych. Zwyczaj ten przywieźli do USA  Irlandczycy. Uciekli tam masowo przed wielkim głodem. Mamy więc do czynienia ze świętem jak najbardziej katolickim. Skąd więc te wszystkie “szatańskie” elementy w nim obecne? To proste.  Jak wiadomo, Irlandczycy pochodzą z Wysp Brytyjskich, gdzie przed wiekami żyli Celtowie. Od swoich przodków zaadoptowali więc różne pogańskie zwyczaje, które wymieszali następnie ze swym gorącym katolicyzmem, by ostatecznie przewieźć ten cały pakiet do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie z kolei, ze swym wrodzonym talentem do marketingu, zrobili z niego “dzieło” iście komercyjne.

Czy w samym irlandzkim Halloween jest coś złego? Oczywiście, że nie. Prosty przykład. Sięgnijmy do naszej rodzimej kultury i wiary. Wmieszaliśmy w nią wiele elementów pogańsko – słowiańskich. Bo czym innym jest śmingus – dyngus czy jasełka pełne diabłów, skrzatów i innych dziwacznych istot?

Jestem gorącym przeciwnikiem przenoszenia na Polski grunt Halloween. Nie chodzi mi jednak o jakiś wyimaginowany, druidzki okultyzm czy satanizm rodem z celtyckich lasów. Ni widzę go tu. Dzieci po prostu się bawią. Uważam raczej, że amerykańska wersja w dzisiejszym wydaniu to święto płytkie i komercyjne. Problem tkwi więc w kwestiach kulturowych, co prowadzi z kolei do laicyzowania kolejnych ważnych świąt.

W głowie rodzi mi się następne pytanie. Dlaczego tak się dzieje? Bo może wcale nie przeżywamy tak głęboko Dnia Wszystkich Świętych? Może tu tkwi problem. Wiem to poniekąd z autopsji. Jestem osobą “cmentarną”. Nie oznacza to oczywiście, że kradnę znicze. Po prostu lubię odwiedzać groby bliskich czy pomniki poległych żołnierzy. I to przez cały rok. Wyciszam się tam. Mogę spokojnie pomyśleć o kwestiach ostatecznych. Cmentarz przypomina słynne “memento mori”. Mimo tego dziwnego upodobania, nigdy nie polubiłem 1 listopada. Dlaczego? Bo ten dzień nie kojarzył mi się z głębszą duchowością. Raczej z wyścigiem po najwystawniejsze znicze, najbujniejsze wiązanki kwiatów czy najbardziej wypolerowane groby. Mam nieoparte wrażenie, że pokazanie się przed sąsiadem jest u nas najważniejszą częścią Dnia Wszystkich Świętych. Dołóżmy do tego padający deszcz, ścisk na cmentarzu, kłopoty z zaparkowaniem auta oraz wieczorną informację o liczbie ofiar drogowych, a otrzymamy obraz przygnębiający.

Nie mogę zrozumieć też amerykanów. Jak mogą podobać im się te wszystkie czaszki, zombi, czarownice, robactwo i inne obleśne gadżety, które wypełniają ich Halloween? Tym bardziej, że jest to naród, który zdecydowanie odsuwa od siebie tematy ostateczne. Domyślam się, że oni nie wiążą tego nawet z kwestią śmierci. Jest to dla nich obrazek z kreskówki, film o rodzinie Adamsów, ekscentryczne urozmaicenie jesieni. Z tego powodu przenika to również do nas. Ludzie nie lubią październikowo – listopadowej szarzyzny.  Chcą się bezrefleksyjnie cieszyć i bawić. Halloween im to oferuje.

Niestety społeczeństwo laicyzuje się, stąd wzięcie ma moda na tego typu rzeczy. Uważam jednak, że błędem są krzyki o pogańskim Halloween. Aby zatrzymać przenikanie tej zlaicyzowanej tradycji, powinniśmy raczej umacniać naszą. Musimy zadbać o duchowość Dnia Wszystkich Świętych. Jeżeli będziemy to robić, komercja nie przebije się.  Nie grzmijmy więc na Halloween, a mówmy jak najwięcej o obcowaniu świętych, powszechnym powołaniu do świętości.

One Reply to “Halloween nad Wisłą”

  1. Czyszczenie grobów i znicze. Niestety jako nauczyciel języka angielskiego muszę wspomnieć, że jest taka głupawka jak Halloween. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *