M. Wałkuski “Ameryka po kawałku”

Po trzech latach przerwy przeczytałem po raz drugi “Amerykę po kawałku” Marka Wałkuskiego. Na tym właśnie polega paradoks tej książki. Nie jest pasjonująca, przebojowa, wciągająca czy kontrowersyjna. Mimo to chce się do niej wracać. Dlaczego? Bo opisuje, może złudne, ale jednak marzenie tysięcy Polaków. Marzenie o “American dream”.

Marek Wałkuski to znany korespondent radiowej “Trójki”. Od kilkunastu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Poznał ten kraj od podszewki, więc dzieli się tą wiedzą z rodakami. Książka dzieli się na sześć części traktujących o różnych aspektach życia w USA. Są to: bankowość i konsumpcja, bardzo ważne osoby, marki amerykańskie, miejsca, motoryzacja, rozrywka, udogodnienia życiowe i techniczne oraz życie obywatelskie.

Trzy lata temu książkę Wałkuskiego czytałem wyrywkowo. Przeskakiwałem po rozdziałach, które zainteresowały mnie tematycznie. Tym razem przeczytałem ją od deski do deski. Jest to wielka zaleta “Ameryki po kawałku”. Najistotniejszą kwestią jest jednak uchwycenie specyfiki Stanów Zjednoczonych, zarówno poprzez drobne aspekty życia codziennego, kwestie geograficzne i turystyczne, po tematy prawne i polityczne.

Piszę tę recenzję czekając do rana na mecz NHL oraz galę boksu w Newark. Raz w roku oglądam wszystkie sezony serialu “Przyjaciele”. Przeczytałem chyba wszystkie książki o kolonizacji Dzikiego Zachodu, jakie wydano w naszym kraju. Z jednej strony Stany Zjednoczone zachwycają mnie i pasjonują, z drugiej jednak drażnią. Żyć tam raczej bym nie chciał, jednak po książce Wałkuskiego chętnie bym je zwiedził.

Autor opisał takie “kwiatki” turystyczne jak Park Yellowston, Hawaje czy dzielnicę Nowego Jorku East Village. W samym życiu amerykanów uwypuklił tak drobne i zarazem pasjonujące kwestie jak prasa dostarczana codziennie pod same drzwi, życie bez płotów, automatyczne pralnie czy podwórkowe wyprzedaże. Pozazdrościć amerykanom można również ich wrodzonego i wręcz mitycznego umiłowania wolności, i to w każdym najmniejszym aspekcie życia. Wreszcie ich symbole, takie jak Dzień Niepodległości, Harley Davidson czy Super Bowl.

Marek Wałkuski nie pisze w sposób porywający. Nie opisuje też rzeczy nadzwyczajnych. Nie jest to książka ani podróżnicza, ani reportażowa. Nie “pochłonąłem” jej w jeden wieczór, a rozłożyłem chyba na dwa tygodnie. Denerwowały mnie zachwyty autora nad podejściem amerykanów dotyczącym np. ulicznego biegu drag queens i środowisk LGBT czy pochwały ku czci Baracka Obamy. Mimo tego z wielką przyjemnością wracałem co wieczór do jego książki. I chętnie sięgnę po kolejną.

Paweł Zalewski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *