Cicha noc

Okazuje się, że nawet Łomża może spłodzić coś wyjątkowego. Udowodnił to urodzony tam Piotr Domalewski. Jego “Cicha noc” – reżyserski debiut na dużym ekranie – to film nakręcony niemal perfekcyjnie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że na horyzoncie pojawił się godny następca Wojciecha Smarzowskiego. 

Adam pracuje w Holandii. Na Wigilię postanawia przyjechać do rodzinnego domu. Odwiedziny nie są jednak spowodowane tęsknotą. Adam chce poinformować bliskich, że jego dziewczyna jest w ciąży. Chce zabrać ją za granicę i rozkręcić tam własną firmę. Aby to zrobić potrzebuje gotówki. Tą może zdobyć jedynie spieniężając dom po dziadku. Potrzebuje na to jednak zgody ojca i rodzeństwa. Wydarzenia, które następują w noc wigilijną, komplikują i zmieniają wszystko.

Na wstępie porównałem Domalewskiego do Smarzowskiego. Rzeczywiście jest coś na rzeczy. Mają bardzo podobny styl i przekaz. Z jedną, zasadniczą różnicą. “Cicha noc” nie opowiada o jakimś marginesie społecznym, a o przeciętnej rodzinie, o zwykłych polakach, którzy w wigilię oglądają wspólnie “Kevina samego w domu”. Kobiety to matki -polki. Mężczyźni harują na rodzinę za granicą. Do tego mają problemy alkoholowe. Dzieci zatopione są w wirtualnym świecie. Młodzi ludzie po studiach nie mają perspektyw.

O czym jest więc “Cicha noc”? O Polsce, o Polakach, o emigracji. Opowieść Domalewskiego nie jest jednak tekturowa. Jest do bólu prawdziwa i znajoma. Adam jest typowym przedstawicielem młodego pokolenia. Pokolenia straconego. Skończył studia i wyjechał do Holandii za pracą. Tyra tam, aby żyć na godnym poziomie. Nie może jednak otrzepać się z przeszłości, nie może się z niej wyrwać. Wszystkie jego starania o lepsze życie to bicie głową w mur. Podobnie jest z jego siostrą, która pozostała w kraju, by pracować za marne grosze. W efekcie nikt w filmie Domalewskiego nie jest szczęśliwy. Nikt nie może być szczęśliwy. Nic nie może się dobrze skończyć.

Ponury klimat filmu doskonale podkreślają zdjęcia. Plener został wybrany idealnie. Żadne miejsce nie nadaje się do tego tak, jak surowe Mazury. Mimo malowniczych wzgórz i jezior, wszędzie jest szaro i brudno.  W walącym się domu panuje ciasnota. Za oknem nie ma śnieżnego kożucha jak w “Listach do M”. Leje za to deszcz, a podwórko tapla się w błocie. Drogi są wąskie i dziurawe. Zataczają się po nich pijani mężczyźni. Choinka ścięta na święta to  odpychająca drapaka. Nawet najmłodsza córka grająca na skrzypcach kolędę, fałszuje niemiłosiernie, a wigilia kończy się pijaństwem.

Kadry z filmu są naprawdę rewelacyjnie skręcone. Klimatu dodają fragmenty pokazywane amatorską kamerą. Całości dopełnia dmuchający wiatr. Niezwykle mocnym elementem “Cichej nocy” jest też obsada aktorska. Każdy aktor wspiął się na wyżyny i zagrał kapitalnie. Ostrość nadaje też czarny humor, którego w obrazie Domalewskiego mamy całkiem sporo.

Nie lubię obrazów tak skomplikowanych, przygnębiających i mówiących o trudnej rzeczywistości. Na “Cichą noc” wybrałbym się jednak ponownie. Jest to niestety film o Polsce. Mimo optymistycznych pasków towarzyszących Wiadomościom, nie jesteśmy krainą mlekiem i miodem płynącą, a emigracja jest nadal rakiem rżącym polskie rodziny.

Paweł Zalewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *