T.M. Płużański “Obława na Wyklętych”

Ta książka to swoisty paradoks. Okazała się wielkim rozczarowaniem. Mimo, że przeczytałem ją jednym tchem. Jak to możliwe? Po prostu autor, którego cenię i szanuję, nabił mnie tym razem w butelkę. Napisał coś zupełnie innego niż zapowiedział, zatytułował i reklamował. Zamiast pracy traktującej konkretnie o obławach na Niezłomnych, dostałem ich kolejne, krótkie biogramy. 

Zazwyczaj, tytułem wprowadzenia, piszę o czym jest książka. Tym razem jestem zmuszony napisać o czym miała i powinna być. Otóż na okładce czytamy, że jest to opis kilkunastu spraw prowadzonych przez Urząd Bezpieczeństwa przeciwko Żołnierzom Wyklętym. Jak ich rozpracowywano, tropiono i sądzono. Książka miała ukazywać pościgi, przebieg śledztw oraz procesy. Miałem więc prawo spodziewać się, że autor skupi się wyłącznie na tym. Objawi mi nowe dokumenty, wspomnienia, relacje. Byłem pewien, że prześledzę każdą sprawę oczami i dokumentami bezpieki. Jak wprowadzali agentów, jak ich werbowali, jak zbierali informacje o Podziemiu Niepodległościowym.

Tymczasem Tadeusz M. Płużański poszedł na łatwiznę. Zaserwował nam kolejną książkę, do której wrzucił kilkunastu czołowych Wyklętych. Następnie poświęcił każdemu po kilkanaście stron. Niestety nie otrzymałem zbyt wielu informacji o kulisach obław czy spraw sądowych. Autor zaserwował ich całościowe, aczkolwiek krótkie biografie. Za zapychacz i pójście na skróty uważam też historie oprawców – prokuratorów czy sędziów. Płużański praktycznie w każdym rozdziale poświęca im sporo miejsca. Jest to ciekawe, ale jednocześnie dobrze znane z poprzednich jego książek o “Bestiach”. Powtórzę raz jeszcze. Interesowały mnie nowe kwestie związane z OBŁAWAMI, a nie emerytalne losy Heleny Wolińskiej, które znałem od dawna.

Nie mogę powiedzieć, że jest to książka zła, nieprawdziwa czy nieciekawa. Przecież przeczytałem ją jednym tchem. Te historie są tak polskie, że nie sposób ich nie chłonąć. W biogramach Wyklętych jest cała nasza historia: tragiczna, romantyczna, heroiczna. Ale o tym czytałem już wiele razy. Tego typu skrócone życiorysy Pileckiego, Łupaszki, Inki, Bartka, Nila, Roja czy Żubryda są doskonale znane. Dla porównania, jeżeli Szymon Nowak zatytułował swoją książkę “Zdrajcy Wyklętych” czy “Bitwy Wyklętych”, to skupił się w nich na zdrajcach i bitwach. Książka Płużańskiego zamiast tytułu “Obława na Wyklętych” powinna więc być zatytułowana po prostu “Żołnierze Wyklęci”. A takiej bym nie kupił, bo mam ich na półce już kilka.

Trzeba oddać Tadeuszowi M. Płużańskiemu, że przypomniał o kilku zapomnianych Bohaterach, takich jak Kontrym, Anoda czy Warszyc.  Na tym niestety koniec. Nic nowego do tematu książka “Obława na Wyklętych. Polowanie bezpieki na Żołnierzy Niezłomnych” nie wniosła.

Paweł Zalewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *