M. Kowal “Imigrant na Wyspach”

“To będzie opowieść. O tym, jak to wszystko się zaczęło. O czasach, które wydają się odległe, a tak naprawdę sięgają kilku lat wstecz. O przeszłości, w której myśl o brexicie dopiero kiełkowała i nikt nie brał jej na poważnie. Cztery lata temu. Wtedy zapadła decyzja, żeby opuścić ojczysty kraj i wyruszyć na Wyspy”.

Czy powyższe słowa wydają się Wam znajome? Zapewne tak. Pochodzą z książki Marcina Kowala “Imigrant na Wyspach. Jak odnalazłem się  w UK” (Wydawnictwo Bernardinum), ale tak naprawdę podobne historie słyszeliśmy nie raz. Ciężko znaleźć bowiem polską rodzinę, która nie miałaby swojego przedstawiciela w Wielkiej Brytanii. Stanowimy tam nadal ogromną populację. Zjawisko te brytyjska prasa nazwała kiedyś nowym najazdem Hunów.

Polscy imigranci na Wyspach dzielą się na tych, którzy się tam odnaleźli oraz na tych, którzy “pchają ten wózek na siłę”. Marcin Kowal należy do pierwszej grupy. Muszę przyznać, że jego książka wlała we mnie sporo optymizmu. Pokazała Zjednoczone Królestwo z jaśniejszej strony, a nie imigracyjnej szarzyzny “na zmywaku”. Do tej pory trafiałem wyłącznie na negatywne opinie o życiu w Wielkiej Brytanii. Spotykałem osoby, które wyjechały tam przemęczyć kilka lat, by wrócić z gotówką na samochód i mieszkanie w Polsce. By mieć tu dobry start. Wrócili, kupili i do tamtych lat wracać nie chcą. Nawet wspomnieniami.

Marcin Kowal napisał książkę osobistą. Wyjawił nam dość szczegółowo swoją historię. Z jego “Imigranta” dowiemy się wielu praktycznych informacji. Możemy potraktować go jako swoisty przewodnik. Autor poruszył tak istotne kwestie jak sam transport na Wyspy, etap poszukiwania mieszkania, poszukiwania pracy, przydatność władania językiem angielskim, specyfikę brytyjskiej pogody czy kwestię wysyłania paczek do domu.

Przede wszystkim “Imigranta” czyta się niezwykle lekko. Jego lekturę porównałbym  do sytuacji, kiedy Twój dobry kumpel wraca po kilku latach z Wielkiej Brytanii, spotykacie się na piwie, a on nawija jak było. W stylu autora wyczuwalny jest spory dystans do siebie i świata. Sprawia to, że znacznie skraca się też dystans do czytelnika. Szybko się zżywamy. Należy zwrócić też uwagę na poczucie humoru Marcina Kowala. Jest bardzo sarkastyczny. Sama książka jest ładnie wydana. Rozdziały są krótkie i tematyczne, a całości dopełniają ciekawe zdjęcia.

Czy książka ma wady? Ciężko o nich mówić. Nie jest to praca socjologiczna czy reportażowa, by coś wytykać. “Imigrant na Wyspach” to ciekawie opowiedziana osobista historia człowieka, który się tam odnalazł. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Bernardinum.

2 Replies to “M. Kowal “Imigrant na Wyspach”

  1. Ładnie i ciekawie napisana recenzja. O emigracji do Anglii czytałem dawniej powieść “Po lewej stronie życia”, autora nie pamiętam, ale był z Polski. Wydawnictwo MG. Nie dokończyłem, choć dość lekko się to czytało. O emigracji książki poza tym mnie interesują. Ta wymieniona była raczej z gatunku pesymistycznych, choć momentami autor błysną surrealistycznym, dość pokręconym humorem. Ogólnie emigracja to ciężki chleb i podziwiam każdego, kto decyduje się wyjechać z Polski. U mnie gdyby nie bariera językowa, też rozważałbym taką opcję. Na razie moja najdalsza emigracja była z Podlasia na Śląsk i w zasadzie też czułem się w nowym miejscu obco. Jeszcze była dość ostra i kontrowersyjna powieść “Szczuropolacy” Redlińskiego. Taki reportaż o emigracji do USA. Też kiedyś bym poczytał, bo autor jest dobrym pisarzem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *