M. Forsyth “Krótka historia pijaństwa”

“Piją wyłącznie po to, żeby się upić. Nie dla relaksu, nie w celach towarzyskich. Chcą paść pod stół. To dlatego kamerdyner mówi, że przy nich zostanie. Podczas egipskiej popijawy, nawet szanowanych dam, potrzebny był ktoś, kto zadbał, żeby nikt pijący nie stoczył się do Nilu ani nie udławił wymiocinami. A rzygano na potęgę”.

Powyższy kwiecisty cytat pochodzi z “Krótkiej historii pijaństwa” (Wydawnictwo Dolnośląskie) Marka Forsytha. Jest to książka, którą najlepiej zarekomendował jeden z recenzentów przytoczonych na okładce. Nie Robert Makłowicz ani Robert Motyka, a bezrobotny mieszkaniec Radomia. Napisał on: “Książek nie czytam, ale taką to bym może kupił w prezencie szwagrowi. Szwagrowi inteligentowi”.

Rzeczywiście. Książka Marka Forsytha jest idealnym prezentem dla szwagra inteligenta, jak też dla szwagra, który kojarzy nam się z kompanem od kieliszka. Autor zabrał nas w krótką, aczkolwiek szaloną podróż przez dzieje światowego pijaństwa. Bo, jakkolwiek byśmy się starali, ilekolwiek programów trzeźwościowych opracowałaby Rada Episkopatu Polski, to ludzie pili, piją i będą pili. Mark Forsyth udowadnia to bez trudu.

Autor poszedł w swoich obserwacjach jeszcze dalej niż ja. Na kartach swej książki próbuje dowieść, że w zasadzie wszystko dąży, bądź wywodzi się od pijaństwa. W każdym razie wszystko wiąże się z alkoholem. Według Forsytha, człowiek został idealnie do picia zaprojektowany. Więcej: on zszedł z drzewa bo… chciał się napić. Następnie pito z wszystkich możliwych powodów. Ludzkość była już świadkiem pijaństw bojowych, religijnych, seksualnych czy po prostu rozrywkowych.

Ostatnimi laty bardzo modne stało się opisywanie historii w sposób nieszablonowy. Powstają zatem historie brudu, pijaństwa czy wyuzdania. I bardzo dobrze! Mówią nam one bowiem dużo więcej o czasach minionych, niż opasłe dzieje wojen czy dyplomacji. Opisują codzienność. Życie i zmiany, jakie przynosiła machina historii. To tak, jakby naszym prawnukom opowiadać o naszym życiu za pomocą “pasków Kurskiego”. Ile ma to wspólnego z naszą codziennością? Odpowiedzcie sobie sami. I wcale nie chodzi mi o opasły balon propagandowy…

Dużym atutem “Krótkiej historii pijaństwa” są jej rozmiary. 240 stron w zupełności wystarczy, aby nakreślić zjawisko i problem. Opasłe tomy są dobre, jako materiały dla doktorantów. Tymczasem Mark Forsyth wyłuskał kwintesencję problemu. Od czasów prehistorycznych po amerykańską prohibicję. W chronologicznym porządku zaprezentował nam większość epok i co ważniejsze, większość szerokości geograficznych.

Mark Forsyth jest wysokiej klasy gawędziarzem. A historię pijaństwa może dobrze opowiedzieć tylko ktoś taki. Z całym szacunkiem, ale nie wyobrażam sobie, aby pisał o tym np. prof. Miodek. Autor “Krótkiej historii pijaństwa” tryska humorem i dystansem do opisywanych kwestii. Co ważniejsze, jest to rodzaj czarnej ironii. Takiej, która króluje na męskich spotkaniach, przy kieliszku lub kuflu. I proszę nie mylić tego z chamstwem. O nie, nie. Wszystko na inteligenckim poziomie.

Książka pełna jest bardziej i mniej wiarygodnych ciekawostek. Nie jest to jednak wyłącznie zbiór zabawnych anegdotek. Autor rozwiewa wiele istniejących mitów. Przytacza wiele nieznanych powszechnie faktów. Stawia ciekawe tezy. Sięga nawet do Biblii czy Koranu. Mi osobiście najbardziej przypadł do gustu rozdział o średniowiecznej piwiarni. Mark Forsyth wyjaśnia różnice pomiędzy zajazdem, oberżą i właśnie piwiarnią. Myślicie, że to jedno i to samo? To mylicie się baaaardzo…

Polecam Wam “Krótką historię pijaństwa”. Oby na rynku wydawniczym ukazywało się jak najwięcej książek, w ten sposób popularyzujących historię. Miłej lektury! Na zdrowie!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *