A. Paradysz “Anioły i demony na Bukowinie”

W sierpniu tego roku, nakładem Wydawnictwa Novae Res, ukaże się książka Andrzeja Paradysza “Anioły i demony na Bukowinie. Rowerem na pograniczu kultur”. Z racji swojej nietypowej formy, niezwykle refleksyjnych spostrzeżeń autora, jak też niszowego tematu, jest to pozycja godna odnotowania. 

Debiutancką książkę Andrzeja Paradysza ciężko jest zaszufladkować. Jest trochę podróżnicza, trochę historyczna, trochę antropologiczna, trochę reportażowa, a nawet filozoficzna. Autor odbył rowerową wyprawę na Bukowinę, czyli historyczną krainę położoną na pograniczu Rumunii i Ukrainy. W formie “pokładowego dziennika” otrzymujemy zatem relację z drogi, którą przeplatają ważne informacje dotyczące historii i współczesności tego regionu.

Rzadko zdarza mi się pisać recenzję w oparciu o porównanie z inną książką. W trakcie lektury “Aniołów i demonów na Bukowinie”, ciągle przypominała mi się jednak książka znanego polarnika, który przemierzył pieszo Europę, by dotrzeć do Santiago de Compostela. Pamiętam, jak czekałem na relację z tej wyprawy. Bo miała być to nie tylko wspaniała przygoda i lekcja geografii, a przede wszystkim refleksyjna podróż wgłąb siebie. Pamiętam następnie, jak srodze się zawiodłem, a każda kolejna strona zionęła coraz większą nudą. Dla odmiany, po książce Andrzeja Paradysza nie spodziewałem się zbyt wiele. Ot, ciekawostka podróżnicza z mało znanego miejsca. Tymczasem to właśnie ona okazała się prawdziwą podróżą w głąb siebie.

Marek Kamiński, bo o nim pisałem w poprzednim wersie, nie mógł trafić do mnie ze swoim przekazem i refleksją nad życiem, ponieważ jest człowiekiem “z innego świata”. W przeciwieństwie do Andrzeja Paradysza, zwykłego mieszkańca małej miejscowości, który na co dzień boryka się z takimi samymi problemami, jak ja. Szybko złapałem z nim nić porozumienia w relacji autor – czytelnik.

Co najbardziej urzekło mnie w Jego książce? To, że najciekawszym jej składnikiem wcale nie był walor podróżniczy. “Anioły i demony na Bukowinie” zaskoczyły mnie w innym wymiarze, mianowicie dobitnych i celnych refleksji nad otaczającą nas rzeczywistością. Choćby słowa o współczesnej Polsce. Andrzej Paradysz nazwał to, co czułem od dawna, a czego nie potrafiłem odpowiednio nazwać:

Z własnych życiowych doświadczeń i naukowych źródeł wiem, że jesteśmy państwem neokolonialnym. Narodem celowo podzielonym i wewnętrznie skłóconym. Równie zdolnym i inteligentnym, co chamskim i egoistycznym. Nasze narodowe przywary i atuty wykorzystują w bardzo subtelny sposób politycy, media i korporacje…

Przy tym wszystkim, równie bliska jest mi postawa Andrzeja Paradysza wobec opisanego wyżej faktu:

Jako obywatel staram się zrozumieć trudną sytuację i zawiłe relacje minionego czasu. Porzucam zawiść, egoizm i wybujałe poczucie własnej wyjątkowości. Ciągle ucząc się i rozwijając, dążę do bycia świadomym człowiekiem.

Autor uświadomił mi również pewien wewnętrzny stan, który od dłuższego czasu we mnie narasta. Zawsze kochałem podróże. Ostatnio jednak ich brak coraz bardziej mi doskwiera. Stało się tak wraz z przypływem innych obowiązków. Uciekam zatem w lektury, programy, czy choćby najkrótsze i najbardziej proste eskapady. A dzieje się tak, ponieważ:

Podróżowanie to niemal zawsze uciekanie przed przytłaczającą rzeczywistością, problemami, pracą. To przede wszystkim nieodparta chęć doznawania błogiej przyjemności i poszukiwanie utraconego raju, czyli powrót do świata z okresu dziecięcości i wyidealizowanej przeszłości.

Czytając moją recenzję, macie zapewne wrażenie, że polecam Wam jakiś traktat filozoficzny, czy poradnik patriotyczno – teologiczny. Nie. Wszystkie przytoczone przeze mnie fragmenty, to ów refleksyjny wymiar towarzyszący książce. Ten, którego się nie spodziewałem, a który mnie tak urzekł.  Nie zmienia to faktu, że “kręgosłup” książki stanowi wyprawa rowerowa na Bukowinę, opisy miejsc i spotkanych ludzi. To książka o tożsamości kulturowej mieszkańców tego regionu, tradycji i historii.

Przy wszystkich powyższych walorach, książka jest też lekka i przyjemna w lekturze. Andrzej Paradysz pisze przystępnie, wręcz swojsko. Całość uzupełnia kilkadziesiąt zdjęć z wyprawy. Moją wyobraźnie szczególnie rozpala sama okładka. “Anioły i demony na Bukowinie” to wartościowa książka, łącząca w sobie ciekawą przygodę, dużą dawkę wiedzy oraz refleksji nad życiem. Gorąco polecam.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Andrzejowi Paradyszowi oraz Wydawnictwu Novae Res.

 

2 Replies to “A. Paradysz “Anioły i demony na Bukowinie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *